Klient nie czeka. Jeśli strona ładuje się zbyt długo, po prostu wychodzi — najczęściej do konkurencji, która była w wynikach tuż obok. Szybkość nie jest kwestią techniczną dla informatyków. Jest kwestią sprzedaży, bo decyduje o tym, ilu ludzi w ogóle zobaczy Twoją ofertę.
Sekundy, które kosztują klientów
Badania od lat pokazują to samo: im wolniej ładuje się strona, tym więcej osób ją porzuca, i zależność ta jest bezlitosna. Największy odpływ następuje w pierwszych sekundach, czyli zanim użytkownik zobaczy cokolwiek poza białym ekranem. To oznacza, że tracisz nie tych, którym oferta się nie spodobała, ale tych, którzy nigdy jej nie zobaczyli.
To szczególnie bolesne przy ruchu płatnym. Płacisz za kliknięcie, a użytkownik wychodzi, zanim strona się wyświetli — czyli kupujesz odwiedziny, które nie mają szansy zamienić się w cokolwiek. Wolna strona to najdroższy sposób marnowania budżetu reklamowego, bo koszt ponosisz w całości, a efekt jest zerowy.
Google premiuje szybkie strony
Szybkość ładowania jest jednym z sygnałów, które wyszukiwarka bierze pod uwagę przy ustalaniu pozycji, a ocenia głównie wersję mobilną. Wolna witryna nie tylko traci użytkowników, ale i pozycje — czyli traci dwa razy: mniej osób ją znajduje i mniej z tych, które ją znalazły, zostaje.
To działa też w drugą stronę i tu jest dobra wiadomość: poprawa szybkości bywa jedną z najtańszych rzeczy, jakie można zrobić dla widoczności. Często wystarczy uporządkowanie zdjęć i usunięcie tego, czego nikt nie używa.
Co najczęściej spowalnia stronę
Numer jeden: zdjęcia. Fotografie wrzucone prosto z aparatu, ważące kilka megabajtów, w formacie sprzed dekady i wyświetlane w rozmiarze miniatury. Numer dwa: wtyczki dokładane latami, z których połowa nie jest już używana, a każda dokłada swój kod. Numer trzy: ciężkie skrypty zewnętrzne — czaty, widżety, mapy, piksele śledzące, osadzone filmy.
Numer cztery, mniej oczywisty: fonty. Kilka krojów w kilku odmianach potrafi realnie opóźnić wyświetlenie tekstu. Numer pięć: motywy i szablony napchane funkcjami, z których używasz trzech, a płacisz wydajnością za wszystkie.
Wolna strona to dziurawy koszyk: leje się do niego ruch z reklam, a klienci wyciekają, zanim klikną cokolwiek.
Co można zrobić od ręki
Zoptymalizować zdjęcia: właściwy rozmiar, nowoczesny format, kompresja. To zwykle daje największy zysk najmniejszym kosztem. Usunąć wtyczki i skrypty, których nikt nie używa. Ograniczyć liczbę krojów i odmian typograficznych. Wyłączyć automatyczne odtwarzanie ciężkich elementów i ładować je dopiero wtedy, gdy użytkownik do nich dotrze.
Warto też zmierzyć, zamiast zgadywać. Darmowe narzędzia Google pokażą, co dokładnie spowalnia Twoją stronę i o ile. Bardzo często okazuje się, że winowajcą jest jeden element, o którym wszyscy zapomnieli. Więcej o budowaniu strony pod widoczność w tekście strona internetowa pod SEO.
Szybkość to także wizerunek
Płynna, szybka strona buduje wrażenie profesjonalizmu. Klient odczuwa to podświadomie: jeśli witryna działa sprawnie, zakłada, że firma też działa sprawnie. Jeśli strona się zacina, przenosi to wrażenie na całą współpracę, nawet jeśli nigdy tego tak nie nazwie.
To szczególnie ważne w branżach, w których sprzedajesz jakość i dbałość o szczegóły. Trudno przekonywać klienta, że pracujesz precyzyjnie, na stronie, która ładuje się osiem sekund i skacze przy przewijaniu.
Jak projektuję strony pod szybkość
Zaczynam od tego, żeby nie dokładać rzeczy, które nie są potrzebne. Lekki kod, obrazy w nowoczesnych formatach i we właściwych rozmiarach, minimum skryptów zewnętrznych, typografia ograniczona do tego, co realnie używane. Szybkość jest wtedy wynikiem projektu, a nie ratunkiem doklejanym na końcu. Zobacz strony internetowe albo umów bezpłatną konsultację.
Zdjęcia: największy winowajca
W większości stron, które sprawdzam, zdjęcia odpowiadają za lwią część problemu. Fotografia prosto z aparatu ma kilka tysięcy pikseli szerokości i waży kilka megabajtów, a wyświetlana jest w kontenerze o szerokości kilkuset pikseli. Przeglądarka i tak musi pobrać cały plik, zanim go zmniejszy.
Rozwiązanie jest proste: zdjęcia w rozmiarze, w jakim faktycznie się wyświetlają, w nowoczesnym formacie i z sensowną kompresją. Do tego ładowanie odroczone dla obrazów poniżej pierwszego ekranu — nie ma powodu, żeby przeglądarka pobierała zdjęcia, których użytkownik może w ogóle nie zobaczyć.
Wtyczki i skrypty, o których nikt nie pamięta
Typowa firmowa strona po kilku latach ma kilkanaście wtyczek, z których używa się trzech. Każda dokłada swój kod, swoje style i swoje zapytania, nawet jeśli nikt jej nie widzi. Przegląd i usunięcie nieużywanych to często największy zysk, jaki można osiągnąć w jedno popołudnie.
To samo dotyczy skryptów zewnętrznych: czatów, widżetów opinii, osadzonych map i filmów, pikseli śledzących z kampanii sprzed dwóch lat. Każdy z nich to zapytanie do obcego serwera, na którego szybkość nie masz żadnego wpływu.
Jak zmierzyć, zamiast zgadywać
Darmowe narzędzia Google pokażą nie tylko ogólny wynik, ale i konkretną listę problemów wraz z ich wpływem na czas ładowania. Warto sprawdzić stronę na telefonie, bo to ta wersja jest oceniana i to na niej problemy są najbardziej widoczne.
Nie chodzi o to, żeby gonić za idealnym wynikiem punktowym. Chodzi o to, żeby usunąć rzeczy, które kosztują sekundy i nikomu nie służą. Zwykle jest ich zaskakująco dużo.
Szybkość a hosting
Najlepiej zoptymalizowana strona nie pomoże, jeśli stoi na przeciążonym serwerze współdzielonym z setką innych witryn. Hosting to element, na którym najłatwiej oszczędzić i najdrożej za to zapłacić — bo problem jest niewidoczny i trudno go powiązać ze spadkiem zapytań.
Warto sprawdzić czas odpowiedzi serwera. Jeśli sam serwer odpowiada wolno, żadna optymalizacja obrazów tego nie nadrobi. To pierwsza rzecz do wykluczenia, zanim zacznie się poprawiać stronę.
Podsumowanie
Szybkość strony nie jest tematem dla informatyków, tylko dla właściciela firmy. Decyduje o tym, ilu ludzi w ogóle zobaczy Twoją ofertę, ile zapłacisz za skutecznie wykorzystaną reklamę i jak profesjonalnie wypadasz w oczach klienta. Najczęściej wystarczy uporządkować zdjęcia i usunąć to, czego nikt nie używa — i to jest praca na jedno popołudnie, nie na kwartał.
Najczęstsze pytania
Dlaczego szybkość strony ma znaczenie dla sprzedaży?
Bo największy odpływ użytkowników następuje w pierwszych sekundach, zanim zobaczą cokolwiek poza białym ekranem. Tracisz więc nie tych, którym oferta się nie spodobała, ale tych, którzy nigdy jej nie zobaczyli. Przy ruchu płatnym płacisz za kliknięcie, z którego nic nie wynika.
Co najczęściej spowalnia stronę?
Przede wszystkim zdjęcia wrzucone prosto z aparatu, ważące megabajty. Dalej: nadmiar wtyczek dokładanych latami, ciężkie skrypty zewnętrzne (czaty, widżety, osadzone filmy), zbyt wiele krojów typograficznych i szablony napchane funkcjami, z których używasz kilku.
Czy szybkość wpływa na pozycję w Google?
Tak, jest jednym z sygnałów branych pod uwagę, przy czym oceniana jest głównie wersja mobilna. Wolna strona traci podwójnie: mniej osób ją znajduje i mniej z tych, które ją znalazły, na niej zostaje.
Jak sprawdzić szybkość swojej strony?
Darmowymi narzędziami Google, które pokażą nie tylko wynik, ale i konkretne przyczyny spowolnienia wraz z ich wpływem. Warto zmierzyć, zamiast zgadywać: bardzo często winowajcą jest jeden element, o którym wszyscy zapomnieli.
Co daje największy efekt najmniejszym kosztem?
Optymalizacja zdjęć: właściwy rozmiar, nowoczesny format i kompresja. Zaraz za nią usunięcie wtyczek i skryptów, których nikt nie używa. To zwykle wystarcza, żeby odczuwalnie przyspieszyć stronę bez jej przebudowy.